To duńskie przysłowie idealnie pasuje do obecnej sytuacji… Ostatnie miesiące to właściwie jedno wielkie zamykanie za sobą różnych drzwi!
Kiedy na samym początku myślisz o podróży, kiedy jest ona dla Ciebie jeszcze czymś bardzo abstrakcyjnym, wszystko co Cię czeka w związku z jej rozpoczęciem, wydaje się proste, łatwe i przyjemne. Zbiorę kasę na podróż, zwolnię się z pracy, ogarnę tematy firmowe, spakuję się, znajdę dobrą opiekę dla psa i kota, pożegnam się z bliskimi i kupię bilet lotniczy…
Prosty temat, prawda? Niestety tylko na pozór. Osobiście się przekonałem, że dopóki tylko marzymy, nie musimy martwić się o koszty, bo to darmowe. Marzenia są darmowe! Jednak z każdy postawiony krok w kierunku realizacji owych marzeń, ma swoją cenę. Cena czasem dość wysoka, niejednokrotnie sprawiająca, że zadajemy sobie pytanie: „Na co mi to wszystko? A może lepiej siedzieć na dupie i nic nie zmieniać?”.
Takie myśli nie raz i nie dwa w głowie siedziały. Do tego stopnia, że podświadomość zaczyna szukać dobrej wymówki. Coś bardzo ważnego, co pozwoli mi się usprawiedliwić przed znajomymi i przede wszystkim przed samym sobą, jeżeli nie dojdzie do tego wyjazdu. Jeżeli pojawi się taka dobra wymówka, to z czasem zaczynasz wierzyć w to, że faktycznie był ważny powód, aby nie wyjechać… no i nie musisz tych trudnych kroków stawiać.
Elementów składowych mojego pierwszego kroku było kilka – załatwienie spraw firmowych, pożegnanie najbliższych, podróż do Pani Dagmary, która podjęła się opieki nad Matyldą – wszystkojedzącym labradorem.

Od początku nie obyło się bez problemów. Akumulator w aucie stwierdził, że nie ma na tyle energii, aby zakręcić silnikiem odpowiednio mocno ażeby ten zechciał zapalić. Później las i lodowa droga, której połowę trzeba było przejechać na wstecznym, bo inaczej nie dało rady 😉 Jeszcze tylko około kilometra na piechotę z karmą na plecach, kocem, posłaniem dla psa i … psie przywiązanym do pasa 😉 Ostatnie metry dzielące nas od celu i… to był jeden z tych smutnych momentów. Nadeszła chwila rozstania z tym czarnym, czasem irytującym, ale bardzo wdzięcznym i bezwarunkowo kochającym sierściuchem… Wiesz, że to będzie trudne, przygotowujesz się na tą chwilę, ale kiedy ona następuje i tak ogarnia Cię smutek… Los wystawił kolejny rachunek, teraz płać!
Po wieczorze i sporej części nocy, spędzonych na wspomnieniach oraz rozwiązywaniu problemów świata, pora opuścić rzeszowską rezydencję Żuków i udać się do Krakowa, który ogarnęła już Mikołajowo – świąteczna sraczka, co widać było wyraźnie na Rynku, gdzie poczułem się jak turysta…
Z Krakowa pociąg zabrał mnie do Wrocławia, gdzie przyszło mi ostatni raz dotykać polskiej ziemi…

„Aby poznać człowieka, trzeba zostać jego towarzyszem podróży”
I tak właśnie nastąpiła wyczekiwana już od ponad miesiąca chwila spotkania towarzyszki mojej podróży – Gosi.

Poprawniej by było napisać – „naszej podróży”, bo od samego początku miała być ona nasza. Trochę się już poznaliśmy, ale dopiero teraz przyjdzie nam dowiedzieć się o sobie dużo więcej… W innych warunkach, na innej ziemi, w Innym Świecie…
Zaczynamy, czas na Turcję!
Szacun za odwagę Piotrek. Życzymy wytrwałości i duuuuuuuużo wrażeń.
Ela, Darek i Kamil
Kochani, życzę Wam miłych i życzliwych ludzi na swojej drodze. ❤