Białe szaleńswo dopadło południe Turcji, na naszej „małej” górce zrobiła się zima. Temperatura spadła do -5 stopni. W czasie kiedy nas zalewały hektolitry deszczu, na górze która zniknęła w chmurach, spadł sobie śnieg i tak już postanowił zostać 😉

Przez to oraz fakt, że pogoda była bardzo niestabilna, musieliśmy odpuścić próbę wejścia na nią. Właściwie nawet musieliśmy odpuścić wjazd kolejką linową, bo z góry widoków takich fajnych już nie było – chmurki zasłaniały widoki przez większą część dni.
Wyprawa do koryta rzeki
W okolicy mieliśmy dość szerokie koryto rzeki, którym niewiele wody płynęło. Dowiedzieliśmy się, że w sezonie deszczowym potrafi się ono wypełnić wodą. Coś pasuje ze sobą zrobić, bo dwa dni lało, a tyłek ruszyć trzeba…
Nie chwal dnia przed zachodem.
Chyba trochę przedwcześnie pochwaliłem zimę w Turcji, która okazała się być nie tylko słoneczną porą, ale także deszczową i burzową – mieliśmy okazję posłuchać i obserwować dużą ilość piorunów, które przyszły do nas znad Morza Śródziemnego.
To już jest koniec!
Turecka riwiera początkowo ugościła nas wspaniale, pozwoliła skorzystać z kąpieli w morzu, dała możliwość wystawić trochę ciała na słońce i dzięki temu naładować bateryjki przed następnym etapem. Po tygodniu dawała nam już delikatnie do zrozumienia, żebyśmy spadali gdzie indziej 😉
Trochę „pokłóciliśmy” się o to: gdzie, jak i czym dotrzemy.
Pamukkale? Zimno, nie zanurzymy tam dupy. Kapadocja? O tej porze zimno, balony nie latają, a skały są zimne, więc w jaskiniach się nie prześpimy 🙁 Dużo więcej możliwości jest w cieplejsze miesiące, ale nie jest źle, coś wymyślimy.
Dość sensowne okazały się połączenia z Antalyi do różnych części Turcji. Tanio i szybko, więc trzeba skorzystać – byle nie torami 😉
No to sru..!

… i wylądował….

[14.12.2019] Jesteśmy tam, gdzie planowaliśmy zacząć – w mieście które nigdy nie śpi, liczy sobie 13-15 miliona mieszkańców oraz podzielone jest cieśniną Bosfor pomiędzy Europę i Azję.
Witamy w Stambule! Jeszcze „tylko” ogarnąć transport z lotniska do centrum i dotrzeć pod most, gdzie przez 6 nocy (lub więcej) będzie nasze legowisko 🙂
Cześć podróżnicy!
Piotrek, masz fajny styl pisania, lekki, zwięzły i z humorem, przyjemnie się czyta. Zdjęcia piękne! Czekam na dalsze relacje i życzę Wam powodzenia!
Szkoda, że nie wykorzystaliście wszystkich opcji. Pogoda – siła wyższa! Nie piszcie o „hotelu pod mostem ” ,bo niektórzy odczytują to dosłownie. Hahaha! Pozdrawiam Was. 😀